Stało się tak, że pewnego dnia zaginął. Wyszedł na "swój teren" i już nie wrócił.
Przez prawie rok nosiłam się z zamiarem adoptowania kolejnego. Jednak brakowało strasznie wieczornego mruczenia i ugniatania, natarczywego pchania się na kolana z żądaniem głaskania, wołania jeść na każdym kroku. Brakowało.
I pojawiła się.... a raczej pojawił. Mały Niedźwiadek :)
Od razu na zabój zakochana w swoim drapaku:
PS. drapak po półrocznym użytkowaniu wygląda... zdecydowanie niewyjściowo :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz